poniedziałek, 27 marca 2017

Spódnic nigdy dość, czyli #noweżycieciucha po raz pierwszy

Dzisiejszym wpisem inauguruję nową kategorię Szyciowe interpretacje #noweżycieciucha

Przerabianie ciuchów z second handów to mój konik. Znacie to? Wchodzę do lumpeksów głównie w dniach ostatecznych wyprzedaży, a kryteria, którymi się kieruję, to: dobra jakość, odpowiednia tkanina i, zwykle, duży rozmiar – coby dało się coś przy przeróbce z ciucha wycisnąć. Zwykle niczego nawet nie mierzę.

Spódnice, moja miłość


Butelkowa zieleń

Bawełnianą sukienkę na ramiączkach w rozmiarze 34 kupiłam za 1,50 zł. Wiedziałam, że w nią nie wejdę, ale ten kolor! ta jakość odszycia (Gap)! fason (wycinek koła)! Wzięłam. Mam, noszę i się cieszę. Na pewno lepiej sprawdzi się latem, bo bawełniana podszewka czepia się rajstop.

spódnica second hand gap
Dziwnie tak się uśmiechać do samowyzwalacza.
Taki zwyklak, a cieszy!

Wełenka, wełenka

Wełniana spódnica w brązową jodełkę miała niestety duży mankament: pionowy pasek z czarnego skaju, który już przestał wyglądać jaka skaj, a także rozporek z przodu (kto to wymyślił?!). Kupiłam ją bardzo dawno temu za ok. 5 zł, usunęłam nieszczęsny skaj i przeniosłam rozporek na środek tyłu. Służyła dzielnie jakieś 4 lata, ale na mój obecny gust jest nieco za krótka i drażni mnie to, że zaczyna się na biodrach. Mojej siostrze to jednak nie przeszkadza, więc dostała ją w spadku.

spódnica wełniana second hand
No i straciłam talię. Siostrze lepiej posłuży

Granatowa midi

Granatowa szyfonowa sukienka maxi od razu wpadła mi w oko. Dużo tkaniny, piękny kolor, fason, którego nieprzystawalności do mojej sylwetki byłam pewna – będzie spódnica! Kupiłam ją za jakieś 8 zł. Karczek wyprułam ze starej spódnicy ołówkowej, która padła ofiarą moich wczesnoszyciowych eksperymentów. Za podszewkę posłużyła czarna tunika mojej współlokatorki.
Jako że źle na mnie leży, po jednym sezonie powędrowała do mojej siostry, na której (znów!) o wiele lepiej leży.
Lubię ten efekt półprzezroczystości na dole warstwy szyfonowej. Znajomi zwykli do zwać „efektem Idajty” ;)

granatowa spódnica midi szyfon
Granat to moja miłość!

Owocowy zawrót głowy

Duży kawałek zasłonki kuchennej w wisienki i jabłuszka (zdaje się, że do takich celów służyła ta tkanina) kupiłam za kilka złotych 2 lata temu na potrzeby ćwiczeniowe. Metodą prób i błędów udało mi się wtedy wykombinować spódnicę z klinów dla siostry (znowu! Nie, to ani nie jest moja długość, ani – tym bardziej – fason...). Nosi ją wytrwale na co dzień.

spódnica na gumce z zasłonki
Moja mina mówi wszystko. Ola wygląda w tym cudzie natury o wiele lepiej, ale jakoś nie pali się do bycia obfoconą

Co się kroi?

Niestety wychodzi na to, że po zeszłym sezonie w szafie mam o wiele mniej spódnic niżbym sobie tego życzyła. Ale spokojnie, nadrobię to niedługo!
Poniżej zapowiedź postlumpeksowej spódnicy, w której pomykałam wczoraj po wietrznym Krakowie. Ostatnie podrygi zimy póki co sprzyjają przyjemnej wełence.
Ale o tym w następnym wpisie!

spódnica wełniana

__________

Można by powiedzieć: nareszcie! Dwa tygodnie zwlekałam z nowym wpisem – nie miałam weny, zwykle wracam do domu późnym wieczorem i jest za ciemno na zdjęcia, no i nie mogłam przekonać się do samowyzwalacza... Ale się udało! Z góry wybaczcie jakość zdjęć, ale mój telefon nie jest cudem świata. Staram się poprawiać fotografie tak, by dało się je oglądać i z niecierpliwością czekam na dłuższe dni, więcej słońca i możliwość jakiejś sensownej sesji,

A Wy? Co sądzicie o second handach? Zdarza Wam się tam kupować i przerabiać ubrania tam znalezione?

Pozdrawiam!

niedziela, 12 marca 2017

Zimą trzymałam się ciepło!

Było o wiośnie, było o nowym początku, słupek rtęci za oknem pnie się coraz wyżej... Ale! Nie widziałyście jeszcze mojej zimowej garderoby! Póki temperatury nie każą mi wywalić wełenek na pawlacz, spieszę pokazać Wam, co uszytego przeze mnie nosiłam tej zimy najczęściej.
Zapowiadałam to w poprzednim poście – i wywiązuję się z obietnicy. Tym samym – bardzo proszę – inauguruję kategorię Uszyło mi się #garderoba i zapraszam do jej śledzenia.

wtorek, 7 marca 2017

Oficjalnie dołączam do Klubu Miłośników Maszyn Husqvarna

Jak pewnie większość z Was, zaczynałam na starym, ale jarym Łuczniku mojej babci, który wydobyłam z odmętów piwnicznej graciarni. Jednak Dziadziuś Łuczniczek, jak czasem go nazywałam w myślach, został w rodzinnym domu, a ja po wielu miesiącach poszukiwań i czytania recenzji postanowiłam zainwestować w nowszy model.


husqvarna viking e10
Moja Antonina w całej okazałości, a tyłu jej pomocniczka z Ikei

środa, 1 marca 2017

Najlepiej zaczynać wiosną

... i jak pomyślała, tak zrobiła.
Bo jak nie dziś, to kiedy? Dziś początek nowego miesiąca (i nowa pora roku pędzi do nas wielkimi krokami), niektórzy sumiennie spisują postanowienia, inni, zachłyśnięci wiosennym powietrzem, podejmują spontaniczne decyzje zmiany swojego życia na lepsze.

Blog szyciowy czas zacząć. To moja wierna maszyna
Moja wierna maszyna Husqvarna Viking