wtorek, 7 marca 2017

Oficjalnie dołączam do Klubu Miłośników Maszyn Husqvarna

Jak pewnie większość z Was, zaczynałam na starym, ale jarym Łuczniku mojej babci, który wydobyłam z odmętów piwnicznej graciarni. Jednak Dziadziuś Łuczniczek, jak czasem go nazywałam w myślach, został w rodzinnym domu, a ja po wielu miesiącach poszukiwań i czytania recenzji postanowiłam zainwestować w nowszy model.


husqvarna viking e10
Moja Antonina w całej okazałości, a tyłu jej pomocniczka z Ikei


Jak kupiłam Husqvarnę?

Szyjącą blogosferę obserwuję bez mała od dwóch lat, jeśli nie więcej. I to właśnie owa blogosfera pomogła mi dokonać wyboru – po pewnym czasie myślę, że całkiem słusznego :) Prócz dyskusji na forach bardzo pomogła mi ta recenzja Sonaty na Miarę. Po długo odkładanym zakupie (gdzieś między obroną pracy magisterskiej a poszukiwaniem pracy) odkryłam, że fascynatek maszyn tej firmy jest jednak całkiem sporo. Odtąd marzyło mi się, żeby do tego grona oficjalnie dołączyć. A marzenia są od tego, żeby je spełniać! 

Oto moja recenzja, wraz z którą dołączam do akcji Susanny po świetnym logiem:




Czy istnieje coś takiego jak niezawodna maszyna?

Oczywiście, że nie! Ale odpowiednie przygotowanie do tematu pomoże wybrać model, który będzie Wam dobrze służył. Ja z mojej Antoninki (jak ją ochrzciłam) jestem bardzo zadowolona. Może moja opinia na ten temat pomoże tym, którzy szukają dobrej maszyny dla początkujących.

Garść informacji:
  • Nazwa i model maszyny: Husqvarna Viking E10;
  • Rok zakupu: 2015;
  • Czas użytkowania: 1,5 roku;
  • Maszyna była zakupiona jako nowa;
  • Cena: 669 zł;
  • Miejsce zakupu: sklep stacjonarny typu RTV/AGD;
  • Stopień zaawansowania w szyciu: średniozaawansowany (szyję od 2,5 roku);


husqvarna viking e10
Piękna, nieprawdaż?
  • Plusy maszyny:
Jest mała i poręczna, ma najpotrzebniejsze ściegi pomocne w codziennym szyciu, również elastyczne. Bardzo łatwo nawija się szpuleczki oraz nakłada nici na mechanizm. Pokrętła są w zasadzie intuicyjne, prawie nie korzystam z instrukcji po tym, jak na pamięć wykułam tę dołączoną do Łucznika.


Jeśli potrzebuję dodatkowych akcesoriów do maszyny – nie mam problemów z ich dostaniem. Stopki z systemem Matic są ogólnodostępne, szpuleczki kupuję plastikowe, a w pasmanterii rzucam hasłem: „takie jak do Łucznika”. Igły z półpłaskim trzpieniem to również typ standardowy.

Antośka chodzi gładko, jedyne chwilowe odmowy współpracy wynikały z moich błędów (złe naprężenie nici, nie zabranie końców nici przed rozpoczęciem szycia, co powodowało wplątanie się ich w bębenek, zła jakość nici lub zły wybór ściegu, brud pod płytką ściegową).
Nie będę wnikać szczegółowo w funkcje maszyny, które ułatwiają mi pracę. Jeśli macie jakieś wątpliwości – zachęcam do dopytywania! 

husqvarna viking e10
Dostępne na maszynie ściegi. U góry widać pokrętło nastawione na ściegi elastyczne
  • Minusy maszyny:
Niestety lampka zamontowana w maszynie jest niewystarczająca dla kogoś, kto jest skazany na szycie głównie po zmroku, niefortunnie umieszczona i daje dość słabe światło. Głównie z tego powodu kupiłam sobie lampę biurową z Ikei o dużej mocy (widzicie ją na zdjęciach), którą używam czasami nawet za dnia (ach, te czarne tkaniny!).
Poręczny rozmiar maszyny powoduje, że pod stopką jest mała przestrzeń robocza. Póki co jednak największy problem sprawia mi to przy szyciu tiulowych halek do sukni turniejowej, resztę uszytków (jeśli zrobię odpowiednio dużo miejsca na stole) raczej opanuję bez problemu.
Przy bardziej wymagających ściegach maszyna potrafi być głośna. Da się ją uciszyć starannym oliwieniem ;)


  • Serwis: dotychczas obeszło się bez serwisu – jednak dbam o to, by maszyna była regularnie czyszczona i oliwiona;


  • Podsumowanie:
Husqvarna Viking E10 to model świetny dla początkujących i średniozaawansowanych krawcowych, które chcą szyć w domu na różnych tkaninach i dzianinach (choć oczywiście ściegom elastycznym bardzo daleko do overlocka), włączając w to też tkaniny nieco bardziej wymagające. Prosta w obsłudze, z możliwością regulacji długości ściegów, nacisku stopki i naprężenia nici dolnej i górnej.
Ja szyłam na niej przede wszystkim:
  • szyfon, 
  • dzianiny: single jersey, punto, a nawet welur i lycrę taneczną,
  • satynę i bawełnę satynowaną,
  • jeans (skracanie nogawek to dużo warstw!),
  • rozciągliwą tkaninę lnianą,
  • bawełnę w przeróżnych grubościach,
  • wełnę kostiumową
  • gruby flausz wełniany,
  • ... i parę innych.
Jak widzicie, rozstrzał jest duży. Antośka mimo swoich rozmiarów i niskiej ceny naprawdę umie się popisać!

Myślę, że to tyle na dziś. Jeśli macie pytania dotyczące używania tego modelu Husqvarny – piszcie śmiało w komentarzach! Postaram się pomóc.

PS. Jak może zauważyłyście, pośród tych wszystkich banerków, które zamieściłam wcześniej, pojawił się jeszcze jeden: Uszyło mi się #garderoba – odnoszący się po prostu do nowych uszytków, których nie przyporządkowałabym do innych kategorii. Już wkrótce w jej ramach wpis z ubraniami, które z przyjemnością nosiłam zimą!

Pozdrawiam deszczowo i wiosennie!

2 komentarze:

  1. Nie brałam pod uwagę przy zakupie maszyny, tej marki, ale tylko dlatego, ze nie znałam opinii na jej temat. Twój opis jest bardzo zachęcający, gdyby nie fakt, że dwa lata temu wymieniłam maszyny, zastanowiłabym się nad jej walorami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dość niedoceniana marka w Polsce, mam wrażenie. Wszyscy tylko pragną japońskiej Janomki ;)

      Usuń

Masz pytania lub zastrzeżenia? A może po prostu spodobał Ci się post? Daj o tym znać w komentarzu!

Informuję, że wszelkie komentarze będące jedynie próbą podbicia strony i niewynikające z faktycznego zainteresowania treścią mojego bloga będą kategorycznie usuwane. Bądźmy dla siebie dobrzy!